Opal księżniczki Sissi
Tytuł oryginału: Le Boiteux de Varsovie: L'Opale de Sissi
Autor:
Juliette Benzoni
ISBN 978-83-7551-171-0
format: A-5
stron 312
wydanie 1
przeklad: Barbara Radczak
oprawa: miękka
data wydania 14-07-2010
Jesień 1923 roku... Od kilku miesięcy Aldo Morosini żyje w przygnębieniu i apatii. Gdy jednak Kulawy z Warszawy proponuje mu, żeby wyjechał do Wiednia i śledził pewną młodą kobietę, która posiada opal księżniczki Sissi, książę odzyskuje swój dawny entuzjazm. Opal byłby trzecim z czterech drogocennych kamieni, które zaginęły podczas plądrowania Świątyni w Jerozolimie. Nowe wyzwanie sprowadza księcia antykwariusza do najpiękniejszych regionów Austrii, gdzie żywe są wciąż wspomnienia tragicznych wydarzeń w Mayerlingu i gdzie na drodze stają mu nieuchwytni złoczyńcy gotowi pokrzyżować jego plany.
| Średnia ocena czytelników: |
|
– Czy w końcu któreś z was mi powie, kto śpi w pokoju z chimerami?
– Lady Ferrals! – wyrzucił z siebie Hieronim Buteau, słodząc z zapałem kawę.
– Czy mógłbyś powtórzyć? – spytał Aldo, myśląc, że się przesłyszał.
– Wczoraj rano przybyła lady Ferrals, utrzymując, że jest pańską narzeczoną, i domagała się gościny.
– Właśnie! Domagała się gościny! – powtórzyła Cecina. – Twierdziła, że kiedy wrócisz, będziesz wściekły, jeśli odeślemy ją do hotelu.
– Ależ to niedorzeczne! A skąd przybyła?
– Z Hawru, dokąd przypłynęła na transatlantyku „France”. Przyjechała prosto tutaj. Wydawała się zdenerwowana i była wielce zawiedziona, że cię nie zastała. Zdawała się nie wątpić ani przez chwilę, że będziesz na nią czekać.
– Naprawdę? Nie widziałem się z nią od… Londynu, a ona się dziwi, że mnie nie zastaje, kiedy znienacka decyduje się pojawić? To chyba lekka przesada?
– Mnie też się tak wydawało, ale co miałem robić? Dlatego postanowiłem wysłać telegram.
– Dobrze zrobiłeś, Hieronimie. Muszę to wszystko wyjaśnić.
– A ja chciałabym poznać prawdę. Jest twoją narzeczoną czy nie?
– Nie. Przyznaję, że w zeszłym roku zaproponowałem jej, by została moją żoną, ale to jej nie zachwyciło. Dlatego, Cecino, nie masz powodu, by pakować walizki! Lepiej przyrządź mi scampi na obiad!
Morosini wyszedł z kuchni i udał się w stronę schodów z zamiarem odświeżenia się w pokoju, gdzie zastał Zachariasza, który przygotowywał mu kąpiel jak zawsze, kiedy książę wracał do domu.
– Zachariaszu, chciałbym, byś poszedł przywitać lady Ferrals w moim imieniu. Powiedz jej, żeby przyszła o dziesiątej do biblioteki. Zrozumiałeś?
– Zdaje się, że to bardzo proste. Ale może trochę zbyt oficjalne?
Zadanie nie zachwycało starego kamerdynera, który w przeciwieństwie do swej połowicy nigdy nie dyskutował na temat otrzymanych rozkazów. Spełniwszy swoją powinność, wrócił, by powiedzieć, że Anielka zgodziła się bez zbędnych komentarzy.
Zanurzywszy się w wannie, Aldo próbował napawać się chwilą, którą najbardziej lubił po całym dniu: moczyć się w wodzie pachnącej lawendą i palić papierosa. Wtedy zawsze najlepiej mu się myślało.
Przez wszystkie te miesiące często wspominał Anielkę. Ze wzrastającą irytacją. Jej tajemnicze zniknięcie po wyroku uniewinniającym najpierw wydało mu się zaskakujące – za tyle starań zasłużył przynajmniej na słowo „dziękuję” – potem ubliżające, wreszcie obraźliwe. I oto, piękna Polka spada tu jak z nieba, nie troszcząc się ani trochę o kłopoty, jakie może na niego sprowadzić, mieniąc się jego narzeczoną.
– A gdybym z kimś żył? – oburzył się. – Taki wybryk mógłby zniszczyć małżeństwo lub narzeczeństwo!
Wzbierająca w nim złość nie opuszczała go podczas toalety, po której założył bladoniebieską koszulę i flanelowy garnitur tak samo angielski, jak jego tytoń. Uczesał gęste, ciemne włosy przetykane srebrnymi pasmami na skroniach, co nadawało jego smagłej twarzy dodatkowego uroku. Twarzy, w której błysk śnieżnobiałych zębów ukazywanych w uśmiechu łagodził wydatność nosa i blask stalowoniebieskich, często kpiących oczu. Z roztargnieniem spojrzał na swoje odbicie w lustrze, po czym zszedł do biblioteki, zastanawiając się, jakie wrażenie zrobi na nim to spotkanie.
Ponieważ nie wybiła jeszcze dziesiąta, myślał, że przyjdzie pierwszy. Ale ona już na niego czekała. Jeśli sprawiło mu to przykrość, to tylko przez chwilę: wszedłszy bezszelestnie, mógł przyjrzeć się tej młodej kobiecie, która mając zaledwie dwadzieścia lat, miała już za sobą bogatą przeszłość, obarczoną dwoma mężczyznami: mężem, sir Erykiem Ferralsem, bogatym handlarzem broni, który został otruty, i amantem, Władysławem Wosińskim, który się powiesił.
Otworzyła jeden z mapników i stojąc w pobliżu wielkiego globusa na podstawie z brązu umieszczonego przed środkowym oknem, oglądała starą morską mapę. Jej szczupła sylwetka rysowała się harmonijnie w promieniach słońca; obrazek jak zwykle zachwycający. A jednak była jakaś inna… Aldo nie miał pewności, czy ta zmiana przypadła mu do gustu. Krótka do kolan sukienka w miodowym kolorze ukazywała najładniejsze nogi pod słońcem, lecz jej piękne, jasnoblond włosy zostały zredukowane do małego, błyszczącego kasku, ostatniego krzyku mody, który był znacznie mniej twarzowy niż poprzednia fryzura. Paryska chłopczyca dotarła aż tutaj, a to wielka szkoda…
Anielka musiała usłyszeć, jak nadchodzi. Nie spuszczając wzroku z wiekowego pergaminu, który badała, rzuciła najnaturalniej w świecie, jakby dopiero co się rozstali:
– Mój drogi Aldo, ma pan tu prawdziwe skarby!
– Biblioteka i pokój matki to jedyne pomieszczenia w pałacu, w których nic nie zostało naruszone, kiedy zakładałem antykwariat. Ale czy tylko po to tu pani przyjechała, żeby je podziwiać? Na świecie nie brak znacznie bardziej interesujących muzeów!
Anielka machnęła ręką, potrącając antyczny portulan*, który Aldo złapał w locie i postawił na miejsce.
– Muzea nigdy mnie nie pociągały; dobrze pan wie, że najbardziej kocham ogrody. Oglądałam pańskie bibeloty, żeby skrócić czas oczekiwania, chociaż potrafię poznać się na wartościowych przedmiotach.
– Nigdy bym tego nie powiedział – rzucił Aldo z chłodem i dodał: – Po co pani tu przyjechała?
Złociste oczy młodej kobiety zogromniały ze zdziwienia pełnego niewinności.
– Co za powitanie! Przyznam, że miałam nadzieję na coś więcej! Czyż nie oświadczył pan kiedyś, że jest moim rycerzem i chciał mnie namówić na wspólny wyjazd do Wenecji, przysięgając, że jeśli zostanę pańską żoną, nie będę musiała niczego więcej się bać?
– Ale czyż wkrótce potem nie postanowiła pani wyjść za innego? Jest pani nadal lady Ferrals, czy może się mylę?
– Nie myli się pan, nadal nią jestem.
Klienci którzy kupowali ten produkt kupili rownież:
« powrót do spisu